Wystawa malarstwa Rafała Borcza
Wernisaż: 16.10.2015, godz. 17:00
Galeria Chłodna 20, ul. Noniewicza 71

Fantastycznie surrealne obrazy Rafała Borcza będzie można podziwiać w Galerii Chłodna 20.
Malarz powraca do natury – tej pięknej, pierwotnej, czystej i prawdziwej. 

Wstęp wolny. Wystawa czynna do 22 listopada 2015 roku.

Rafał Borcz jest absolwentem Wydziału Malarstwa na krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, gdzie w 1999 r. otrzymał dyplom w pracowni malarstwa prof. Leszka Misiaka.

33_Rafal_Borcz_Drzewa_wilki_Olej_plotno_180x200_2006 42.Długa zima 30x35 olej płótno 2006 28.Pejzaz, 180x200 olej plotno 2005 r

Obecnie prowadzi Pracownię Rysunku na macierzystej uczelni. Ma na koncie kilkanaście wystaw indywidualnych, a także uczestniczył w kilkudziesięciu zbiorowych. W 2000 r. otrzymał Stypendium Twórcze Miasta Krakowa, a pięć lat później Stypendium Fundacji Grazella. W 2001 został laureatem Grand Prix 35. Ogólnopolskiego Konkursu Malarstwa „Bielska Jesień”. Na tym samym biennale zdobył też Wyróżnienie Regulaminowe w 2006 roku, dwukrotnie Nagrodę Publiczności oraz w 2013 roku wyróżnienia Gazety Wyborczej i Artinfo.pl.

Sowa 160x110cm, olej na płótnie, 2011,( sRGB zdjęcie 2015) 5 Lecąca sowa, 160x120 cm, olej na plotnie, 2015 sRGB 27._Rafal_Borcz_Spiace_Olej_plotno_160x200_2006

W 2007 r. Rafał Borcz otrzymał 2. nagrodę na XXI Festiwalu Malarstwa Współczesnego w Szczecinie. Niezależnie od tego artysta był nagradzany i wyróżniany także na innych konkursach oraz pokazach ( „Obraz Roku” „Triennale Grafiki Polskiej” „Lexmark European Art. Prize” „Egeria” „Animalis”).

Zatoka Victoriniego 130x200cm, olej na płótnie 2015 AdobeRGB Styczeń (wersja II) 100x130cm, olej na płótnie 2015 sRGB  59.Dwie olchy, 130x170, olej na płótnie 2012 sRGBJasna noc, 45x50cm, olej na płótnie Krajobraz z krukiem, 180x200cm, olej na płótnie, 2014, (sRGB)


Adam Organisty o malarstwie Rafała Borcza:

Wielkie miasta nie są dla mnie wyzwaniem. Do muzeów podróżowałem z obowiązku, jak się podróżuje do książek czy albumów. Akurat Berlin, Londyn, Paryż nie są miastami, za którymi przepadam. Lubię metropolie, ten udzielający się nastrój wszędobylskości, że oto nagle jesteśmy częścią, taktem rytmu wielkiego świata i idziemy sobie na kawę lub na wino za rogiem. Ale to jest iluzja. Kiedy jestem sam miasta takie są dla mnie koszmarem, ogarnia mnie przerażenie „na widok tego, co my w jakimś niewypowiedzianym pomieszaniu pojęć nazywamy życiem”. Moje wspomnienie Berlina, Londynu czy Paryża niczym się nie różni od wizerunku Paryża, opisanego przez Rainera Marię Rilkego w zacytowanym liście do Lou Andreas-Salomé z dnia 18 lipca 1903 roku. To są zamożne miasta, które zgromadziły – przecież nie zawsze w naturalny sposób – duchowe skarby z wielu miejsc i do nich po prostu raz na jakiś czas trzeba wracać, jak powraca się do źródeł własnej osobowości. Trzeba się ćwiczyć, pracować w patrzeniu, rozumieniu sztuki, to sprawa jasna. Nikt nie spoczywa na laurach, pomimo, że już wiele razy z arcydziełem obcował.

I jeszcze jedna sprawa, którą na wstępie chcę zaznaczyć. Rozmowy z niektórymi artystami bywają okropnie męczące – natrętnie wspominają oni o renomowanych galeriach, przechwalają się o targach w „Basel, Kassel, o Friezach…”. W czasie takiej nawet lakonicznej wymiany zdań przygnieciony jestem natłokiem wiadomości, dowiaduję się nie tylko o wystawach (co równe jest z informacją o tym kto, ile zarabia), co ponadto muszę słyszeć o koligacjach… Tytułach do sławy… Tak naprawdę w ten sposób najczęściej ujawniają się kompleksy i frustracje. Niestety, męczące rozmówcę. Czuję się wówczas, jak przepytywany przez ciocię na imieninach: ile zarabiam, czy dobrą mam pracę, a jak się ożenię, to dlaczego bez samochodu…

* * *

Na tym tle z przyjemnością wracam do wspomnienia o pierwszym spotkaniu z Rafałem Borczem. Opowiadał o „swoim miejscu”, o miejscu ulubionym (locus amoenus), do którego w każdej wolnej chwili powraca. To wyspa na jeziorze, położonym w Bieszczadach. Daje to artyście możliwość odosobnienia i obcowania tylko z naturą. Jest w tej postawie jakieś romantyczne echo wiary w możliwość odnajdywania tajemnicy naszej natury w dzikiej naturze właśnie. To apoteoza wspaniałości i grozy krajobrazu, wymowniejszego, zdaje się nam sugerować malarz, niż gdziekolwiek indziej. Natura ma przemawiać do wewnętrznie przeżywanego świata, do prostych, powszechnie rozumianych symboli, tajemnych między nimi oddźwięków (correspondences).

Co więcej, w obrazach Rafała Borcza jest coś ze świata zobaczonego. Po pierwsze: obrazu świata „od razu” ujrzanego. Taka możliwość widzenia obrazu nie każdemu artyście jest dana. Niektórzy powolnie, żmudnie dochodzą do ostatecznej wersji opracowywanej kompozycji (por. np. postępowanie Cézanne’a albo Cybisa). Natomiast w przypadku prac Rafała Borcza mamy do czynienia z jednoznacznym, jakby natychmiastowym zapisem. Po drugie, często wizja tego malarza jest wizją widzianą z innej, nieludzkiej perspektywy. Nie dajmy się zwieść, to nie tylko zapis przyrody o fantastycznej kolorystyce – moim zdaniem to zapis stanów duchowych, nie zawsze możliwych do jednoznacznego określenia. Dlatego malarz nierzadko odchodzi od dosłowności w kierunku walorów dekoracyjno-wyrazowych. Odnajdziemy tu zapożyczenia z jakiejś panoramy wspomnień przyrody, wzmocnionej światem imaginowanym. Celowa stylizacja obrazów natury na wzór oniryczny, baśniowy niesie ze sobą głębokie przesłanie. Oto terytorium, miejsce, które zamieszkuje artysta – czy będzie nim chaotyczna, dzika natura w Bieszczadach, czy też blokowisko, na którym obecnie mieszkać musi – zostaje oswojone cichą opowieścią malarską, relacjonowaną, mam wrażenie, w metafizycznym tonie ostatecznym.