Suwalczanie o egzekucji szesnastu

Suwalczanie o egzekucji szesnastu

1 kwietnia minie 78. rocznica stracenia w Suwałkach 16 mieszkańców Suwalszczyzny. Odbędą się uroczystości rocznicowe przy Pomniku Straceń przy ulicy Sejneńskiej. Pomnik upamiętnia tragiczne zdarzenia z 1 kwietnia 1944 roku. Właśnie tego dnia w miejscu gdzie stoi obelisk, Niemcy powiesili szesnastu mężczyzn. Wcześniej, w zamian za ich uwolnienie żądali ujawnienia nazwisk dowódców oddziałów Armii Krajowej, które walczyły w okolicach Suwałk. Domagali się wydania rtm. Kazimierza Ptaszyńskiego – „Zaremby”, zastępcy suwalskiego inspektora Armii Krajowej. Pomimo obiecywanych nagród, nikt nie zareagował na te wezwania. Tak to wydarzenie wspominają suwalczanie – świadkowie historii w nagraniach zarejestrowanych przez pracowników Biblioteki Publicznej im. M. Konopnickiej z Pracowni Digitalizacji i Historii Mówionej.

 Egzekucję szesnastu tak wspomina  Halina Górska:

W czasie okupacji pamiętam jak tych chłopców młodych, za tym rynkiem powiesili. No to momentalnie, rano już rozeszła się wiadomość, że powiesili. Niemcy zaczęli suwalczaków spędzać, żeby przechodzili, żeby widzieli jak oni potrafią karać. No, to oczywiście ja poszłam zobaczyć. No straszny widok, bo to młodzi byli. Tam jeszcze jakaś pani opowiadała, nie wiem ile w tym prawdy, że młody chłopak, którego wieszali, spadł trzy razy, że powinien być uniewinniony, ale skąd. To byli młodzi (…) i jako zakładników powiesili ich. No i my musieliśmy na to patrzeć. Było takich różnych historii, ale co zrobić.

Wydarzenia z 1 kwietnia 1944 r. wywarły ogromne wrażenie na Janinie Moldenhawer:

Ja pamiętam proszę panią z wojny takie wydarzenie. (…) Jak tutaj powiesili, za tą targowicą, tych młodych. I ten młody chłopiec jak wisiał, dyndał. To byłam tam, poszłam zobaczyć, wisieli i to dziecko (szesnastolatek) wisiało. To pamiętam, to było coś strasznego.

Egzekucję z 1 kwietnia 1944 r. dobrze zapamiętał Lech Nowikowski:

W pamięci utrwalił mi się taki wypadek. Przez okna naszego domu (…) widzieliśmy, że na placu budują szubienicę. To był pierwszy kwietnia. Rano przywieźli, chyba szesnastu to było, młodych ludzi, partyzantów, najmłodszy miał szesnaście lat. I powieszono ich. Widziałem, jak z samochodu wyprowadzają ludzi, zakładają pętlę i samochód odjeżdżał. I oni, pamiętam, huśtając się dogorywali. I był jeden przypadek, przypominam sobie, że sznur urwał się u młodego człowieka, pamiętam. Sznur urwał się, to był chłopak, który miał podobno szesnaście lat. To na miejscu z pistoletu zastrzelił go Niemiec. Gestapowiec zastrzelił tego człowieka. To było tak porażające nas wszystkich, że myśmy w ogóle nie zdawali sobie sprawy, że tak może być. To był czterdziesty czwarty rok, pierwszego kwietnia.

Tragedia sprzed 78 lat na trwałe zapisała się w pamięci Józefa Klimko:

Na pierwszego kwietnia (bo wtedy Wielkanoc, pamiętam, była czwartego kwietnia), matka postanowiła, że przyjedziemy na Wielkanoc do ciotek moich. I jechaliśmy autobusem rozkładowym. I raptem, ni stąd, ni zowąd, ten autobus się zatrzymał. (…) A ja jako gówniarz taki, z nosem do szyby, co to się dzieje? Tam kupę ludzi było spędzonych. Właśnie ta egzekucja była. No i matka odstawiła (…) mnie szybko tam do ciotek, a sama poleciała patrzeć, czy tam czasem mój brat Jurek nie wisi. To jest też takie przeżycie matki. I była jeszcze następująca historia: otóż jak jest tutaj ta ulica Sejneńska, tu po lewej stronie bazar, a tu 1 Maja; to po drugiej stronie – w tej chwili tam bloki stoją – tam były baraki, gdzie stacjonował chyba batalion Wehrmachtu, w tych barakach, wojskowi byli. A Niemcy podobno pozwalali żonom oficerów podciągać się bliżej frontu, żeby miały kontakt; mężowie mieli kontakt z rodziną. I podobno – tego nie wiem, ale tak słyszałem – że prowadzili drugą grupę, którą mieli też powiesić tam. Szła jedna z żon tych oficerów, to wszystko widziała i histerii dostała. Więc ci SS-mani, czy tam nie SS-mani, ci którzy tam wykonywali wyroki, ją tam w opłotki, żeby na oczach okupowanego kraju nie robiła cyrków, ale za nią ujął się jej mąż – oficer, a za nim jego koledzy. Zaczęła się szarpanina z tymi, chyba SS-manami, ale ja to mówię, to znam tylko z opowieści, tego nie byłem świadkiem. Odwołali tą drugą egzekucję, zapędzili ich wszystkich pod ten obecny cmentarz radziecki, i tam jest zbiorowa mogiła – tam rozstrzelali. Tam jest ta mogiła zbiorowa, zaraz za tym cmentarzem. No i takie to historie były.

Zdjęcia (prawdopodobnie z obchodów 13. rocznicy egzekucji  w roku 1957) przekazała p. Irena Zarachowicz.

Top