W Archiwum Państwowym w Suwałkach w ramach ósmego  spotkania z cyklu „TAK BYŁO. Suwałki drugiej połowy XX wieku zachowane w pamięci zbiorowej mieszkańców” odbyła się gawęda poświęcona suwalskiemu harcerstwu pt. „Płonęło ognisko i szumiały knieje – gawęda o suwalskim harcerstwie z minionego wieku”.

Spotkanie rozpoczęło się prelekcją historyczną Elżbiety Ziendy-Żywiczyńskiej: Harcerstwo w PRL – kalendarium politycznych oddziaływań. Następnie swoje opowieści snuli inicjatorzy tematu. Pierwszym był Zdzisław Żyliński – „Czerwona chusta zucha i akcja letnia 1957”

– Do „czerwonego” harcerstwa wstąpiłem w drugiej klasie w połowie lat pięćdziesiątych. Dlaczego „czerwonego”? Otóż w 1951 w Polsce wprowadzono czerwone wiązane chusty wzorem pionierów radzieckich. Odstąpiono też od składania przysięgi harcerskiej a zastąpiono ją wiązaniem na szyi czerwonej chusty. Uczestniczyliśmy w akademiach, wieczornicach z okazji rewolucji październikowej, pochodach pierwszomajowych. Rok 1956 przyniósł zmiany. Chusty mogły być różnokolorowe podobnie jak sznury  harcerskie. Wykonywaliśmy je własnoręcznie, tnąc skakanki kupione u pani Górskiej. Rok później uczestniczyłem w obozie harcerskim nad Jeziorem Muliczne. Sami organizowaliśmy obóz, rozbijaliśmy namioty, budowaliśmy kuchnię, pomost. Po chleb udawaliśmy się wózkiem z kołami rowerowymi do Płociczna, ładnych kilkanaście  kilometrów. Po 3 tygodniach spędzonych na obozie rozpoczął się nowy rok szkolny, wtedy wystąpiłem z harcerstwa. Byłem w nim tylko 3 lata – wspominał Z. Żyliński.

Drugim prelegentem była Irena Zarachowicz – „ Harcerką byłam od zawsze …”

– Mama – harcmistrz Maria Krystyna Kapuścińska, zabrała mnie w wieku sześciu lat na obóz chorągwiany w Gibach. Wojsko przywiozło nam namioty, które trzeba było ustawić. Budowano bramę obozu oraz ogrodzenie. Harcerze i harcerki sami zbijali z krawędziaków prycze do spania. Uczono się piosenek harcerskich, odbywały się gry terenowe, były dyżury w kuchni i odpoczynek nad jeziorem. Przeżyłam wtedy ogromna burzę. Padało i biły pioruny. Kilka drzew przewróciło się na terenie obozowiska. Cud, że nikt nie ucierpiał. Ten obóz tak mi się spodobał, że w harcerstwie spędziłam 50 lat – wspominała I. Zarachowicz.

Ostatnią osoba wspominającą przygody harcerskie była Alicja Węsierska-Kwiecień – „Obozowe życie w czasach przełomu z lat osiemdziesiątych”.

– Wszyscy na obozie harcerskim baliśmy się oboźnego, który pilnował porządku. Wizytował on namioty i gdy zobaczył niechlujnie posłane łózko, robił tzw. „pilota” czyli cała pościel była podrzucana do góry i lądowała często na ziemi. Gorzej gdy w namiocie znalazł leżący papierek. Wtedy wzywał mieszkańców namiotu i odbywała się ceremonia „pogrzebu papierka”. Nieszczęśnicy uzbrojeni w saperki na kocu nieśli w kondukcie papierek do środka lasu. Tam kopali nie dołek ale pełnowymiarowy grób dla papierka. Wrzucali go do środka i zasypywali wykopaną jamę. Trwało to czasami cały dzień. Po takiej jednej akcji obóz lśnił czystością   – wspomina A. Węsierska-Kwiecień (inicjatorka tematu)

Organizatorem spotkania było Stowarzyszenie Przyjaciół Suwalszczyzny” i Archiwum Państwowe w Suwałkach.