Czy spadek liczby mieszkańców wpłynie na działanie samorządów?
Na podstawie Banku Danych Lokalnych Głównego Urzędu Statystycznego opublikowanych w piśmie samorządowym „Wspólnota” można stwierdzić, że w ciągu ostatnich piętnastu lat (2009-2024) we wszystkich polskich miastach na prawach powiatu (poza Rzeszowem, Warszawą, Krakowem, Gdańskiem i Wrocławiem) zmniejszyła się liczba mieszkańców. Najmniejszy spadek odnotowano w Suwałkach i Żorach. Zmiany demograficzne w grodzie nad Czarną Hańczą są mniej odczuwalne niż w porównywalnych ośrodkach miejskich. Pozytywną informacją jest też to, że wbrew powszechnie głoszonym opiniom, Suwałki są miejscem skąd wyjeżdża najmniej osób w podlaskim. Oczywiście poza białostocką aglomeracją. Z badań prof. Piotra Szukalskiego z Uniwersytetu Łódzkiego wynika, że we wszystkich pozostałych powiatach w podlaskim ubywa 25% lub więcej dorastających tam ludzi.
Suwałki najstabilniejsze w regionie
Suwałki w odróżnieniu od innych miast w podlaskim, poza Białymstokiem, mogą pochwalić się najstabilniejszą liczbą mieszkańców, ale niestety Suwalczan ubywa. Dzieje się tak, bo rodzi się coraz mniej dzieci i nic nie wskazuje na to, by miało to się zmienić, bo wskaźnik dzietności w całej Polsce jest fatalny.

Z danych Urzędu Stanu Cywilnego wynika, że w 2025 r. urodziło się i zostało zameldowanych w Suwałkach 451 dzieci. W tym samym czasie zmarło 642 mieszkańców Suwałk. Oznacza to, że liczba zgonów przewyższyła liczbę urodzeń o 191 osób. Jak zawsze te dane będą różniły się od tych, które w połowie roku zaprezentuje GUS.
Ubywa Suwalczan
Według danych USC w Suwałkach w 2025 r. urodziło się ponad dwa razy mniej dzieci niż przed 30 laty. To prawdziwa zapaść. W 1995 r. urodziło się 926 Suwalczan. Poczynając od 2020 r. po raz kolejny w naszym mieście odnotowano ujemny wskaźnik przyrostu naturalnego. Pomimo tego, Suwałki w ostatnich latach awansowały w rankingu polskich miast pod względem liczby mieszkańców. Dzieje się tak, bo w zdecydowanej większości polskich miast szybciej niż w Suwałkach ubywa mieszkańców. Powód? Dramatyczny spadek liczby urodzeń dzieci. Od kilku lat gród nad Czarną Hańczą zajmuje 50 miejsce wśród największych polskich miast.
Polskie miasta się wyludniają
Na niedawnym XLIX Zgromadzeniu Ogólnym Związku Miast Polskich, które odbyło się w Gdyni stwierdzono, że dane dotyczące demografii w polskich miastach są dramatyczne. W pierwszym półroczu 2025 r. w polskich miastach urodziło się aż o 7% mniej dzieci niż przed rokiem. W poprzednim roku żadne polskie miasto nie osiągnęło zastępowalności pokoleń, który wynosi 2,1 dziecka na kobietę. Tylko przy takim wskaźniku liczba ludności utrzymuje się na dotychczasowym poziomie. W Polsce w 2024 r. według danych GUS wskaźnik dzietności, czyli liczba dzieci urodzonych przez statystyczną kobietę był prawie dwukrotnie niższy i wynosił 1,16. Im wyższy ten wskaźnik, tym lepszy dla sytuacji demograficznej w mieście.

W 2024 r. najwyższy wskaźnik dzietności w kraju odnotowano w powiecie kartuskim (1,88) i w Siedlcach (1,56). Polska ma jeden z najniższych w Europie wskaźników dzietności. Niższe są tylko na Malcie i Hiszpanii.
Autorzy rankingu opublikowanego we „Wspólnocie” stwierdzili, że w większości polskich miast zatrzymanie spadku liczby mieszkańców nie jest możliwe. A to może oznaczać m.in. wzrost kosztu usług publicznych oraz spadek ich dostępności, a także osłabienia funkcjonowania administracji samorządowej i zmniejszenie się konkurencyjności w wyborach samorządowych. W podsumowaniu Paweł Swianiewicz i Julita Łukomska stwierdzili, że: „Omawiane tu zjawiska wydają się – przynajmniej w średniej perspektywie czasowej – niemożliwe do zatrzymania, ale na pewno warto sobie z nich zdawać sprawę i uwzględniać w strategiach rozwojowych i planach inwestycyjnych władz samorządowych.”




