„Ludzie z mgły”  Izabela Janiszewska

Mgła od lat rozpala wyobraźnię twórców. Wystarczy wspomnieć Stephena Kinga czy zaprzyjaźnioną z Suwalszczyzną Katarzynę Kuśmierczyk, którzy uczynili z niej coś więcej niż zjawisko atmosferyczne. Motyw ten z powodzeniem wykorzystuje też Izabela Janiszewska w powieści „Ludzie z mgły”. W fikcyjnych Sinicach na Podlasiu gęsta zasłona spowijająca lasy i trzęsawiska budzi lęk mieszkańców. Według miejscowych mgła może omamić, sprowadzić człowieka na złą drogę, a nawet sprawić, że zniknie bez śladu. Trudno odróżnić tu ludowe wierzenia od rzeczywistości, a właśnie ta niepewność tworzy wyjątkowy klimat powieści.

Punktem wyjścia jest zaginięcie dziewiętnastoletniej Alicji Jarosz. Śledztwo szybko odsłania kolejne tajemnice małej społeczności. Fabuła jest wielowątkowa, pełna mylnych tropów i pozornie niepowiązanych wydarzeń, jednak z każdą stroną elementy tej misternie skonstruowanej układanki zaczynają do siebie pasować, tworząc w finale spójną całość. Siłą powieści są także świetnie wykreowane wielowymiarowe postacie. To jednak nie tylko świetnie skonstruowany kryminał. Autorka opowiada również o traumach, toksycznych relacjach, manipulacji, sile lokalnych układów i cenie przemilczanych sekretów. Tytułowa mgła staje się metaforą zagubienia, niepamięci i zła, które potrafi zakorzenić się w ludzkich sercach.

Po raz kolejny przekonałam się, że Izabela Janiszewska doskonale wie, jak wciągnąć czytelnika w swoją historię. Po „Nieznajomych”, „W szponach” i innych powieściach autorki znów otrzymałam opowieść, która nie daje o sobie zapomnieć. Bo najgęstsza mgła wcale nie unosi się nad podlaskimi bagnami – najczęściej skrywa się w ludzkich sumieniach.

Kamila Sośnicka